BILL HICKS - BIOGRAFIA

źródła: American Scream - The Bill Hicks Story by Cynthia True,

Bill Hicks - Love All The People

 

„Sane Man”, tak jak każdy superbohater, miał ratować świat. Nie za pomocą nadprzyrodzonej siły, szybkości czy skoczności, lecz najszlachetniejszej z ludzkich mocy – za pomocą intelektu. Błyskotliwość i niezawodna logika stanowić miały jego oręż w walce z wszelkimi przejawami nonsensu, irracjonalizmu, z komunałami, którymi karmione są kolejne pokolenia obdzieranej stopniowo ze zdolności refleksyjnych ludzkości. I choć „Sane Man” nigdy nie istniał, jego twórca, Bill Hicks, z niegasnącą namiętnością wcielał jego idee do świata realnego, pragnąc rozjaśniać wegetujące w nim umysły. Marzył o nowym szczęściu i o nowej nadziei, o świecie, w którym ambicja i kreatywność znaczą więcej niż fabryczna wtórność, sprzedaż i chęć zysku.

 

Swą przejażdżkę William Melvin Hicks rozpoczął 16. grudnia 1961 roku w miejscowości Valdosta w amerykańskim stanie Georgia. Jego ojciec, James Melvin Hicks, był weteranem drugiej wojny światowej, wówczas pracującym jako przedstawiciel handlowy dla General Motors. Matka, z domu Mary Geneva Reese, była nauczycielką. Bill był ich trzecim dzieckiem; mieli już syna Steve’a i córkę Lynn.


Hicksowie często zmieniali miejsce zamieszkania, zatrzymując się w końcu na dłużej w Houston, gdy Bill miał siedem lat. W ich domu panowała atmosfera tradycjonalizmu, od najmłodszych lat tłumiąca ambicje najmłodszego potomka i wznosząca mur milczenia pomiędzy nim a rodzicami. Willy, jak sam często o sobie mówił, całe dnie spędzał zamknięty we własnym pokoju, izolując się od reszty domowników. Uwielbiał czytać. Przywoływany na obiad, nierzadko przychodził z książką, w trakcie konsumpcji ani na moment nie odrywając się od lektury, manifestując w ten sposób marginalność ról, jakie odgrywali w jego życiu rodzice.


Rozwój Billa nie ograniczał się jednak tylko do sfery intelektualnej. W młodości był również utalentowanym atletą, z powodzeniem rywalizującym w futbolu amerykańskim i w jego ulubionym baseballu. Ze sportem kija, piłki i rękawicy wiele osób z otoczenia wiązało jego przyszłość, po cichu wróżąc mu nawet karierę w lidze zawodowej.


Egzystencjonalny przełom nastąpił, gdy rodzice sprezentowali mu mały czarno-biały telewizor. Bill do późnych godzin wieczornych wpatrywał się w jego ekran, śledząc kolejne odcinki programu The Tonight Show. Zafascynowany występami komików (jego idolem stał się Woody Allen), sam zaczął pisać dowcipy, mieszając swoją własną twórczość z gotowym materiałem podpatrzonym w telewizji. Arkusze z tekstami zamykał w walizce i chował pod łóżko. Rodzice nie mieli pojęcia o jego nowej fascynacji. Największe wsparcie miał w bracie (swe wypociny Bill podsuwał mu pod drzwi), chwalącym jego pracę i zachęcającym do jej kontynuacji.


Jim i Mary Hicks po raz pierwszy usłyszeli o występach syna, gdy miał trzynaście lat i zabawiał współuczestników obozu kościelnego.


- Jedna z pań [ze szkółki niedzielnej] powiedziała mi, że jej syn stwierdził, że Bill jest najzabawniejszą osobą, jaką słyszał. Po szkółce niedzielnej poszłam więc do naszego asystenta pastora, który był pastorem obozu, i zapytałam, co Bill zrobił. Powiedział, ‘Mary, on jest bardzo zabawny. Ale może spojrzysz na to, jak go wychowałaś’ – wspomina seniorka rodu w filmie dokumentalnym „Just A Ride”.


W siódmej klasie Bill poznał Dwighta Slade’a, chłopaka także skrytego i mającego na pieńku z rodzicami. Szybko zostali bliskimi przyjaciółmi, zwierzali się sobie nawzajem z najskrytszych, niedostępnych dla nikogo innego sekretów. Wkrótce Bill zaraził Dwighta zamiłowaniem do komedii i wspólnie zaczęli pisać skecze. Nazywali się Mel i Hal (od ich drugich imion, odpowiednio: Melvin i Haldon), a bardzo częstym motywem ich żartów było naśladowanie rodziców.


Wiosną 1976 roku duet stanął w obliczu pierwszego profesjonalnego przesłuchania – dla Easter Seals Telethon, będącego okazją do sprawdzenia się nie tylko dla komików, ale i osób z innych dziedzin rozrywki. Chłopcy nie łudzili się, że na przesłuchanie zawiozą ich jedni bądź drudzy rodzice, dlatego postanowili działać na własną rękę. Sami opracowali trasę i w wyznaczonym dniu, po dwugodzinnej jeździe rowerami, byli na miejscu. Komisja oceniająca przyznała, że są zabawni, ale ostatecznie nie zostali wybrani.


W wieku 15 lat obaj zostali zatrudnieni w jeden z restauracji sieci fast foodów Wendy’s. Pewnego razu, wracając w nocy z pacy, zatrzymali się na parkingu, gdzie Dwight opowiedział Billowi o swoim zainteresowaniu reinkarnacją i przeznaczeniem. Podatny na wszelką metafizykę Bill szybko chwycił bakcyla i niedługo potem zaczęli wspólnie medytować oraz zgłębiać wiedzę na temat medytacji transcendentalnej.


Inną wielką namiętnością Billa była w tym czasie muzyka. Zaczął nawet poważnie zastanawiać się, czy nie ukierunkować życia w tę stronę. Wraz z Dwightem i nowym członkiem ich małej paczki, Kevinem Boothem, próbowali tworzyć własne utwory. Upust swej młodzieńczej energii dawali w weekendy, kiedy rodzice Kevina wyjeżdżali na ranczo do Fredericksburga (Teksas) i pozwalali chłopcom na tak głośne jak tylko dusza zapragnie granie w garażu. Wkrótce Dwight wymyślił nazwę zespołu – „Stress”.


Sielankę przerwała wiadomość od Slade’a. Pod koniec roku szkolnego miał się on przenieść z rodzicami do stanu Oregon.


Póki jeszcze mogli, Bill i Dwight kontynuowali więc swą działalność jako Mel i Hal. Wielokroć ich popisy można było obserwować w Wendy’s, które znajdowało się nieopodal szkoły i gościło wielu jej uczniów. Występy tam okazały się sporym sukcesem.


W lutym 1978 roku, szukając w gazecie ogłoszeń o przesłuchaniach, natknęli się na reklamę Comedy Worhskop, nowo otwartego klubu w Houston. To było coś, na co czekali. Bezzwłocznie sięgnęli po telefon i zadzwonili do menedżerki, od której usłyszeli, że mogą zjawić się w najbliższy poniedziałek. Bill powiedział rodzicom, że idzie do biblioteki; Dwight zapewnił swoich, że będzie na recitalu organowym. Transport zapewnił im Kevin.


Podczas występu bazowali na żartach jednozdaniowych, opisując swoje problemy z kobietami. Publiczność była pod wrażeniem nie tylko dowcipów, ale i odwagi poruszających dorosłe tematy nastolatków, a 25-letni komik Steve Epstein zachęcał ich do powrotu do klubu.


Na początku czerwca po raz ostatni wystąpili razem, po czym rodzina Slade’ów wyjechała z miasta. Bill ani myślał wracać na scenę bez swego kompana i w owym czasie jego zainteresowanie komedią nieco przygasło. Był przygnębiony przeprowadzką przyjaciela, tym, że rzuciła go dziewczyna, a także zbliżającym się wyjazdem kończącego szkołę Kevina. Koleżanka matki, z którą Bill często rozmawiał, zaniepokojona jego stanami depresyjnymi zaproponowała, aby spotkał się ze znajomym psychologiem. Ten ostatni, po rozmowie z synem i z rodzicami, wziął Billa na bok, mówiąc mu, że to nie on ma problemy, tylko jego opiekunowie.


W sierpniu roku 1979 Bill otrzymał telefon z Workshop. Występy komików okazały się tam takim sukcesem, że zdecydowano się otworzyć Comix Annex, mały klubik całkowicie skupiony na komedii. Z czasem Bill zaczął występować tak często jak tylko było to możliwe, poznając komików, takich jak Jimmy Pineapple, bracia Steve i Louis Epstein, czy Riley Barber. Ich towarzystwo i unosząca się wokół atmosfera kreatywności były tym, czego Bill szukał.


Niedługo potem General Motors zakomunikowało Jimowi Hicksowi, że przenosi go do Little Rock. Jego małżonka wyruszyła za nim w poszukiwaniu nowego domu, lecz niemożność znalezienia atrakcyjnej oferty zmusiła ją do zamieszkania z mężem w motelu. Bill został w Houston.


Najmłodszy z Hicksów miał już w tym czasie przyzwoitą grupkę fanów. Wśród nich był Sam Kinison, kaznodzieja z Illinois, który przybył do Houston, aby zająć się komedią. Nie szczędził Billowi pochwał, dzieląc z nim wiele poglądów na tematy religijne. Poprzez swój krzykliwy, agresywny i nie szukający poklasku widowni styl, Kinison stał się dla Billa jedną z ważniejszych inspiracji.


Po jakimś czasie Willy oświadczył rodzicom, że nie zamierza się edukować na wyższym szczeblu i że chce jechać z Kinisonem do Hollywood. Sam, który popadł w konflikt z ludźmi w klubie, przekonywał Billa, że jest z wyższej ligi niż ta w Houston. Niebawem zapożyczył się i zorganizował wieczór komedii „Outlaw Comics On The Lam”, który miał pomóc w zebraniu funduszy na wyjazd. Choć z finansowego punktu widzenia show okazało się klapą, był w tym wszystkim jeden pozytyw – występujący tam młody komik o wpływowych koneksjach, Argus Hamilton, stwierdził, że może uda mu się załatwić Billowi występ w programie HBO Young Comedian’s. Rodzice, rozpaleni wizją oglądania syna w popularnej stacji, zgodzili się na jego wyjazd do Los Angeles.


Bill nie dostał się do programu, ale otrzymał zielone światło na regularne występy w Comedy Store. Gdy nie był na scenie, często chodził do biblioteki, chłonąc kolejne książki, a także oglądając stare filmy z Charlie Chaplinem. Zafascynowany, zaczął myśleć nad stworzeniem z Dwightem własnego obrazu. Miał się nazywać „The Suburbs”.


O ile na życie zawodowe Bill, który w międzyczasie wystąpił w pilotażowym odcinku realizowanego przez ABC sitocmu „Bulba”, nie mógł narzekać, o tyle jego kontakty towarzyskie legły w gruzach. Nie znalazł żadnego przyjaciela, odstawał nieco od lubującego się w alkoholu i marihuanie środowiska. Nadzieja na zmianę pojawiła się w styczniu 1981 roku, gdy w LA zjawił się Kinison. Prysła ona jednak równie szybko jak się ukazała – oto bowiem pewnego dnia wciąż tkwiący w długach Kinison poprosił Billa o pożyczkę 1000 dolarów. Hicks przypuszczał, że jeżeli przystanie na prośbę imprezującego kolegi, prawdopodobnie już nigdy nie zobaczy tych pieniędzy. Odmówił więc i gdy dzień czy dwa później spotkał Kinisona na ulicy, Sam zaczął swoim histerycznym krzykiem oskarżać Billa o niewdzięczność, o to, że zapomina o tych, którzy tak wiele dla niego zrobili. Nie dając dojść swemu adresatowi do słowa, w pewnym momencie Kinison rzucił w jego kierunku puszkę z wodą. Następnego dnia Bill dał Samowi pieniądze, ale ich przyjaźń była póki co zakończona.


Wkrótce, za namową Hicksa, do „Miasta Aniołów” przyleciał Slade. Przyjaciele całymi dniami pracowali nad scenariuszem „The Suburbs”, dokonując ostatnich szlifów w styczniu roku 1982. Agent, z którym się spotkali, oznajmił, że mają duży potencjał, ale film nie miał zakończenia i muszą jeszcze trochę popracować, aby stać się scenarzystami z prawdziwego zdarzenia. Żaden z nich nie miał jednak takich aspiracji – chcieli po prostu zrealizować „The Suburbs”. Rozgoryczony odrzuceniem projektu oraz całym kalifornijskim światem, Bill postanowił spędzać więcej czasu w Teksasie.


Jesienią 1982 roku, Hicks, który miał już za sobą pierwsze doświadczenie z narkotykami, wziął przed występem grzybki halucynogenne. Kilka tygodni później spożył alkohol, zamieniając się na scenie w wulkan nienawiści wyrzucający strumienie lawy w postaci obelżywych słów na niczego nie spodziewającą się widownię. Środki odurzające zaczynały znacząco wpływać na jego podejście do zawodu i sceniczną ekspresję.


Bill wciąż miewał stany depresyjne i nawet po bardzo udanych występach wątpił w swój talent, twierdząc, że nie jest tak dobry jak inni. Przygnębienie to sprawiło, że w roku 1983 postanowił zapisać się na studia na University of Houston, jako kierunek wybierając filozofię. W maju odbył się jego ‘pożegnalny’ występ. Zanim pojawił się na scenie, wypił sporą ilość alkoholu, który sprawiła, że był tak słaby, iż ludzie zaczęli opuszczać salę. Spektakl nabrał kolorów dopiero, gdy w jego trakcie zgaszono światła i wyłączono mikrofon. Mimo trudności, Hicks nie przestawał mówić, swą uporczywością zdobywając w końcu uwagę wytrwałej części publiczności.


Na uniwersytecie Bill był rzadkim gościem. W kraju tymczasem nastąpił prawdziwy boom na komedię, powodując w wielu miastach gwałtowne powstawanie klubów. W końcu Hicks otrzymał telefon z Annexu – pytano, czy nie wpadłby zastąpić pewnego komika. Zgodził się i w klubie od razu poczuł się jak ryba w wodzie, odżywając w gąszczu humoru, kreatywności, papierosów i alkoholu.


Prawdziwa okazja do zaistnienia na szerszą skalę pojawiła się w lutym roku 1984, gdy do Workshop zadzwonili ludzie z programu Davida Lettermana, pytając o Billa. Duża w tym zasługa Jay’a Leno, jednego z czołowych wówczas komików w USA i jednego z nielicznych, którzy śmieszyli Hicksa. Panowie spotkali się przed rokiem, gdy Leno występował w Austin, oferując pomoc w dostaniu się do Lettermana.


W Worhskop powiedziano, że Bill, który nie miał telefonu, oddzwoni popołudniu.


Wcześniej jednak Willy zaplanował z Johnem Farnettim konsumpcję grzybków i wyjście w teren. Kiedy znalazł w końcu telefon, okazało się, że producent programu, Robert Morton, jest już niedostępny i nie będzie go przez cały weekend. Bill obawiał się, że zmarnował życiową szansę.

 
Piątego grudnia tego samego roku Hicks zadebiutował u Lettermana. Jego pierwszy występ, podobnie jak wiele kolejnych, nie wypadł rewelacyjnie ze względu na cały wachlarz telewizyjnych obostrzeń (między innymi zakaz żartów z religii i niepełnosprawnych), których producenci pod żadnym warunkiem nie chcieli łamać. Przez to cały impet Billa, cały jego mrok, został stłumiony dając społeczeństwu jedynie jego fragmentaryczny, w dużej części wyzuty z humoru obraz.


Za kulisami Hicks nie przestawał pić i sięgać po narkotyki, stając się coraz bardziej wybuchowym i agresywnym. Gdy na początku roku 1988, obudziwszy się zobaczył, że miejsce obok, na którym powinna być jego dziewczyna Pamela, jest puste, ogarnęło go przerażenie. Niewiele pamiętał z dnia poprzedniego, ale dręczył go obraz ukazujący jego trzymającego ukochaną przy barierce balkonu i grożącego, że ją z niego zrzuci. Zaraz do niej zadzwonił, z wielką ulgą przyjmując jej głos w słuchawce. Stwierdził, że czuje do siebie obrzydzenie i że kończy z piciem. Ich związek jednak ujrzał właśnie swój finał (jak się okazało - na pewien czas).


Odstawienie kieliszka nie okazało się tak łatwym zadaniem jak mogłoby się wydawać i w końcu Bill zdecydował się pójść ze swoim przyjacielem Jamesem Vernonem na spotkanie Anonimowych Alkoholików. W dniu pierwszej wizyty, już po jej zakończeniu, Hicks miał występ. W jego trakcie poprosił o szklankę Jacka Danielsa. Otrzymawszy ją, wzniósł ku górze i spoglądając na siedzącego na widowni Vernona powiedział: - Jutro zaczniemy od nowa.


I rzeczywiście – Bill się nie poddawał, regularnie uczęszczając na spotkania i całkowicie rezygnując ze spożywania napojów wyskokowych (w międzyczasie zszedł się z Pamelą). Za pijackie czasy przyszło mu jednak czasami zapłacić cenę. Właściciele wielu klubów nie chcieli, aby u nich występował, mając w pamięci zamieszania, jakie czasami towarzyszyły jego spektaklom.


W 1989 roku Hicks po raz pierwszy wystąpił w popularnym klubie Comedy Corner w West Palm Beach na Florydzie. Menedżerka klubu Colleen McGarr kontaktowała się z właścicielami innych lokali w celu zaczerpnięcia opinii o Billu. Często słyszała, że to geniusz, ale ma poważne problemy z alkoholem. Pewnego razu zadzwonił jednak do niej agent z Atlanty, zdradzając, że Hicks zaliczył właśnie świetne show i jest zupełnie czysty. Zdecydowano się więc zaprosić go do Comedy Corner i w maju McGarr czekała na jego przyjazd. Była trochę zdenerwowana, wszak słyszała o nim wiele niekoniecznie pozytywnych historii. Kiedy się jednak spotkali, od razu wzbudził jej sympatię inteligencją i emanującym ciepłem. Niedługo potem byli już przyjaciółmi.


Pewnego wtorkowego dnia tego samego roku w klubie Funny Firm w Chicago Bill trafił na wyjątkowo niespokojną, w dużym stopniu pobudzoną alkoholem, widownię. Gdy jedna z wstawionych kobiet nie przestawała krzyczeć „You suck!”, Bill wybuchł.


‘Ty pierdolona cipo, wypierdalaj stąd natychmiast! Won! Pierdol się! Pierdol się, idiotko. Jesteś tym wszystkim, co w Ameryce powinno zostać spuszczone jak w kiblu, pierdolona gnojówu. Pierdol się! Won! Won, pierdolona pijana dziwko! Zabierzcie ją! Zabierzcie ją, kurwa! Zabierzcie ją dokądś, gdzie jest dobrze. Idź zobaczyć pierdoloną Madonnę, pierdolony kawałku gówna! ‘Ssiesz, koleś! Ssiesz! Mogę krzyczeć na komika, bo jestem pijaną cipą! To daje mi carte blanche! Mam cipę i jestem pijana! Mogę robić co chcęęę! Nie mam kutasa! Mogę krzyczeć na artystów! Jestem pierdoloną idiotką, bo mam cipę!’ Chcę żebyś poszła odnaleźć pierdoloną DUSZĘ!!!!’


Wieść o tym, że Hicks jest w gazie błyskawicznie rozniosła się po Chicago. Kilku komików z klubu Improv czym prędzej pognało do Funny Firm, ustawiając się pod tylnią ścianą i obserwując „Mrocznego poetę” w akcji.


Kiedy ochrona zaczęła oczyszczać salę z najbardziej krewkich widzów, jeden z nich zaczął głośno protestować, że zapłacił za bilet. Na reakcję Billa nie trzeba było długo czekać.


‘Zapłacę ci pieniądze, tylko wypierdalaj. Problem z tobą, koleś, jest następujący. To, że ty tego nie rozumiesz czy nie lubisz jest w porządku. To, że chcesz to zepsuć wszystkim innym sprawia, że jesteś drutociągiem. To jest powód. Czy idziesz na przykład na koncert Erica Claptona z własną pieprzoną gitarą?’


Kilka chwil później jeden z widzów po raz kolejny tego wieczora krzyknął „Free Bird!”.


‘Proszę, przestań to wykrzykiwać. To nie jest zabawne, nie jest bystre, jest głupie, wtórne. Dlaczego, kurwa, cały czas to krzyczysz?’


‘Kevin Matthews!’


‘Okej. Teraz co to znaczy? Rozumiem, skąd to się wzięło. Ty też. Teraz co to znaczy? Czym jest ta kumulacja krzyku?’


‘Jimmy Shorts!’


‘Jimmy Shorts. Nie ma go tutaj. Nie będzie go tutaj. Teraz co? Teraz gdzie jesteśmy? Jesteśmy tutaj, gdzie ciągle mi przeszkadzasz, pierdolony idioto! Jesteśmy tutaj znowu w tym samym punkcie, gdzie wy, pierdolone niewykwalifikowane masy, możecie jeszcze raz zniszczyć KOGOKOLWIEK, kto próbuje cokolwiek zrobić, bo wy nie musicie tego robić sami! Na tym stoimy! Raz jeszcze bezużyteczne wyrzucanie pierdolonego ciała, które rujnuje wszystko, co dobre w tym cholernym świecie. Na tym stoimy! HITLER MIAŁ SŁUSZNĄ IDEĘ, PO PROSTU NIE WYKORZYSTAŁ SWOICH MOŻLIWOŚCI! ZABIJ ICH WSZYSTKICH, ADOLF, ŻYDÓW, MEKSYKANÓW, AMERYKANÓW, ZABIJ ICH WSZYSTKICH. ZACZNIJ OD POCZĄTKU! EKSPERYMENT SIĘ NIE UDAŁ!’


Następnego dnia wspólnicy Lena Austervicha, właściciela klubu, podczas specjalnie zwołanego spotkania domagali się natychmiastowej rezygnacji z kolejnych występów Billa w Funny Firm. Austervich nie zamierzał jednak cenzurować komików i Hicks został, podczas kolejnych spektakli wypełniając klub po same brzegi. Chicagowskie gazety były zachwycone komikiem wyjętym spod prawa.


Niebawem Invasion Records zaproponowało Billowi nagranie albumu z komedią. Nazwano go wymownie – „Dangerous”.


W lipcu 1990 roku Hicks wystąpił w Montrealu podczas „Just for Laughs”, ważnego międzynarodowego festiwalu komedii. Podziwiał go tam brytyjski producent Bruce Hyman, który postanowił zwerbować Billa do swojego projektu „Stand-Up America”. Zrzeszał on około dwudziestu komików ze Stanów Zjednoczonych mających przez sześć tygodni występować w Londynie.


Show w Kanadzie było na tyle udane, że menadżer Hicksa, Jack Mondrus, zaczął naciskać na organizatorów, żeby w przyszłym roku Bill był główną atrakcją festiwalu i wystąpił w tzw. one-man show (podczas całej imprezy był tylko jeden taki występ). Po długich negocjacjach dopiął swego.


Występ nazwany „Relentless” („Bezlitosny”) okazał się wielkim sukcesem. Jego tematyka skupiła się między innymi wokół seksu, objętej zmową milczenia na komediowym gruncie wojny w Zatoce Perskiej i religii. Publiczność oraz krytycy na każdym kroku komplementowali Hicksa, a w gazetach coraz częściej porównywano go do legendarnego komika z lat 50-tych i 60-tych, Lenny’ego Bruce’a.


Poza granicami Stanów Zjednoczonych sława Billa nie przestawała rosnąć. Podczas festiwalu w Edynburgu zgarnął nagrodę krytyków, a w Wielkiej Brytanii album „Dangerous” sprzedawał się dwa razy lepiej niż za oceanem, gdzie w dobie sitcomów i miałkiej, skomercjalizowanej komedii sukcesy Hicksa na arenie międzynarodowej przechodziły niemalże bez echa.


W kwietniu 1993 roku Bill, coraz częściej myślący wówczas o przeprowadzce na Stary Kontynent, wziął udział w "Melbourne Comedy Festival". Podczas wizyty na Antypodach zaczął mu doskwierać dość intensywny ból brzucha. Był on na tyle poważny, że Hicks, przypuszczając, że zaatakowała go jakaś lokalna bakteria, rozważał odwołanie swojego występu w jednym z najpopularniejszych australijskich talk-shows.


Po powrocie do Stanów Bill dowiedział się, że magazyn Rolling Stone okrzyknął go mianem najgorętszego komika roku. Tymczasem pod koniec maja w Wielkiej Brytanii swoją premierę miało „Revelations”, ponad godzinny program nagrany w Dominion Theatre. Co zaskakujące, biorąc pod uwagę popularność i stosunek do Hicksa w tej części świata, show wywołało spore kontrowersje i listy niepocieszenia ze strony duchownych.


Dokuczliwe bóle tymczasem nie ustępowały i Bill postanowił spotkać się z lekarzem. Podejrzewano, że źródłem dolegliwości może być pęcherzyk żółciowy. Dwudniowe testy jednak niczego nie wykazywały i w końcu czuwający nad wszystkim Dr William Donovan zlecił wykonanie biopsji wątroby. Rezultat był wstrząsający – rak trzustki z przerzutami do wątroby.


Jeszcze tego samego dnia Bill opuścił szpital. O chorobie powiedział tylko najbliższej rodzinie i kilku bliskim przyjaciołom. Nie zamierzał się jej poddać i przywrzeć do szpitalnego łóżka – pragnął nadal występować na scenie. Zorganizowano więc dla niego chemioterapeutyczne przystanki w miastach, w których grywał - w Los Angeles, Chicago i Little Rock.


Zabiegi przebiegały sprawnie. Hicks był bardzo optymistycznie nastawiony, czytał podnoszące na duchu książki o medycznych cudach, które utwierdzały go w przekonaniu, że wszystko dobrze się skończy, a choroba to tylko kolejny przystanek na jego drodze. W międzyczasie, podczas jednego z wielu spacerów po plaży, wyznał miłość swojej menedżerce Colleen McGarr. Myślał o założeniu z nią rodziny.


Pierwszego października 1993 roku w czasie rozmowy z reporterem z Florydy Bill dowiedział się, że wieczorem po raz dwunasty w karierze ma wystąpić w programie Davida Lettermana. Zaskoczony, skontaktował się z asystentką Colleen (ta była z matką na zakupach), Cynthią, a następnie z pracownikami Lettermana. Kilka chwil później zaczął się przygotowywać do występu.


Wszystko poszło świetnie – materiał, który dwukrotnie został zatwierdzony przez autorów programu, spotkał się z pozytywnym rezonansem zarówno ze strony prowadzącego, jak i jego otoczenia. Zadowolony z dobrego show - jak sam potem wspominał, pierwszego show u Lettermana, w którym mógł pokazać prawdziwego siebie - Bill wrócił do hotelu i wziął relaksującą kąpiel przed kolejnym występem. Wyszedłszy z wanny, odebrał telefon od Roberta Mortona, producenta programu Lettermana (poniższa rozmowę Hicks odtworzył z pamięci tydzień później).


- Bill, mam złe wieści.
- Co się stało?
- Musimy pociąć twój dzisiejszy występ.
- Nie rozumiem. W czym jest problem? Myślałem, że wszystko poszło świetnie.
- Poszło, Bill. Byłeś znakomity. Ale według CBS Standards & Practices [inaczej mówiąc - cenzura – przyp. aut.] niektóre fragmenty twojego występu nie były odpowiednie do emisji.
- Uh, dokładnie który fragment uznali za… nieodpowiedni?
- Cóż, prawie wszystko. Gdybym miał poddać edycji wszystko o co proszą, z występu nic nie zostanie. Uważamy więc, że najlepiej będzie, gdy całkowicie cię wytniemy. Bill, walczyliśmy o twój materiał jak lwy, ale Standards & Practices nie ustąpią. David [Letterman] szaleje ze złości.
- Ale Bob, oczywiste jest, że to tylko żarty.
- Wiem, Bill, wiem. Po prostu Standards & Practices uznają, że nie pasują.
- Ale które? Wiesz, prezentowałem ten materiał przed moją 63-letnią mamą w Little Rock, Arkansas. Nie znajdziesz osoby bardziej mainstreamowej niż moja mama w Little Rock, Arkansas, a nie miała ona żadnego problemu z tym programem.
- Bill, co mam powiedzieć? Postaramy się, abyś za kilka tygodni wrócił z innym materiałem. Powinniśmy spędzić więcej czasu przygotowując twój program, tak żeby ktoś, ja lub Mary, mógł się pozbyć tych ‘gorących punktów’ i żebyśmy nie musieli tego robić teraz.
- To tylko żarty! Nie chcę, abyś ty lub ktokolwiek inny się ich pozbywał. Dlaczego ludzie tak bardzo boją się żartów?
- Bill, daj spokój. Musisz zrozumieć naszą widownię.
- Waszą widownię! A co, hodujecie ją na farmach?
- Bill…
- Wasza widownia jest złożona z ludzi, tak? Cóż, rozumiem ludzi, sam będąc jednym z nich! Ludzie to ci, dla których gram co wieczór, Bob, i dobrze się rozumiemy.
- Bill, słuchaj, to musi mieć związek z tym, o czym wspomniałeś, a także z naszą nową porą programową. Lecimy teraz o godzinę wcześniej, wiesz?
- No i co? Nagraliśmy ten występ o 17:30 i wtedy wasza widownia nie miała z nim żadnego problemu. I co, czy widownia robi się nadmiernie wrażliwa pomiędzy 23:30 i 12:30? I przy okazji, Bob, gdy nie występuję w waszym show, jestem członkiem waszej widowni. Twierdzisz, że mój materiał jest nieodpowiedni dla mnie? To nie ma sensu! Dlaczego nie doceniacie inteligencji waszej widowni? Myślę, że to pokazuje waszą pogardę…
- Bill, to nie jest nasza decyzja! Musimy się słuchać wytwórni, a ona takie ma do tego podejście. Jeszcze raz przepraszam. Nie ty zawiniłeś. A teraz pozwól, że wrócę do edycji i umówimy się na inną datę, z innym materiałem tak szybko jak tylko będzie to możliwe, okej?
- Z jakim materiałem? Jak złe jest jedzenie w samolotach? Chłopie, ależ 7-eleven są drogie? Boże, Ross Perot ma duże uszy? Bob, powtarzasz, że chcesz mnie w programie, a potem nie pozwalasz mi być sobą. A teraz całkowicie mnie wycinasz! Czuję się jak bita żona, która ciągle wraca po więcej. Staram się pisać dla was najlepszy materiał. Jesteście jedynym programem, do którego chodzę, bo jestem wielkim fanem i sądzę, że jesteście najlepszym talk-show. I tak mnie traktujecie?
- Bill, tak to już czasami jest. Przykro mi, okej?
- Mnie też przykro, Bob. Muszę teraz zadzwonić do rodziców i powiedzieć, żeby nie czekali… Muszę zadzwonić do przyjaciół…
- Wiem, Bill. Nam wszystkim jest ciężko.
- Cóż, róbcie to co musicie… Okej.


Hicks ze łzami w oczach przekazał nowinę Colleen i jej matce. Gdy pierwsza z nich dzwoniła do programu w celu wyjaśnienia sytuacji, Bill siedział i powtarzał ‘To tylko żarty!’. Niebawem postanowił, że zakazany materiał pokaże jak największej liczbie osób i to widzowie, a nie zmanierowani faceci w garniturach, zdecydują o tym, co ich śmieszy i co jest dla nich dobre.


Chemioterapia tymczasem zaczęła przynosić coraz słabsze rezultaty i rak stawał się coraz bardziej dokuczliwy. Hicks nie zamierzał jednak schodzić ze sceny.


Jego wycięty występ u Lettermana stał się pewnego dnia temat dyskusji w programie radiowym w San Francisco zatytułowanym The Alex Bennett Show. Jednego ze słuchaczy sprawa tak oburzyła, że wystosował on faks do CBS Standards & Practices z pytaniem, dlaczego Hicks został ocenzurowany. Po kilku dniach otrzymał odpowiedź – CBS nie miało z tym nic wspólnego, decyzję podjęto wewnątrz programu Lettermana. Bill był w szoku.


Pod koniec 1993 roku Hicks zdradził kilku przyjaciołom, że ma w planach już tylko parę występów, po czym przenosi się do Londynu. Tam miał pracować ze swoim bliskim przyjacielem Fallonem Woodlandem nad ich autorskim program o nazwie „Counts of The Netherworld”, realizowanym dla Channel 4.


Siedemnastego listopada w kalifornijskim Igby’s odbył się ostatni występ Billa zarejestrowany na taśmach filmowych (a w zasadzie ostatni, który ujrzał światło dzienne). W jego finalnym akcie główny aktor położył na stołku arbuza, chwycił w ręce statyw od mikrofonu i w rytm wydobywającego się z głośników utworu „Killing in the Name” zespołu Rage Against the Machine, począł przymierzać się do uderzenia (aluzja do rytuału innego komika, Gallaghera). W końcu, przewracając stołek, ocalił owoc i wykrzyczał z wokalistą zespołu „Motherfucker!!!!!”, pokazując widowni dwa środkowe palce. Symbol rozgoryczenia i irytacji, jaką wzbudzała w nim hipokryzja, banał, przeciętność – fundamenty amerykańskiej rozrywki.

 


Bill słabł z każdym dniem. Walczył jeszcze o „Counts of The Netherworld”, program, w który wierzył, o którym mówił z wielką pasją i z wielką nadzieją. Jego menadżerowie mieli zaś wątpliwości natury etycznej. Ze względu na nieuleczalną chorobę Hicksa, nie byli pewni czy rozpoczęcie negocjacji będzie dobrym pomysłem. W końcu się jednak zgodzili i udali się z Billem do Londynu. Telewizja dała im zielone światło, a gdy Hicks zapytał się producenta, kiedy mogą zacząć, usłyszał, że na wiosnę. - Nie, to musi być wcześniej. Styczeń – odparł Bill.


Święta Bożego Narodzenia Hicks spędził w Austin z rodziną. Jego brat, Steve, zrozumiał wtedy, że to prawdopodobnie ostatnie święta Billa. W ich trakcie Bill poprosił Colleen o rękę.


Pod względem zawodowym był to dla Hicksa gorący okres. Aż siedmiu wydawców chciało napisać o nim książkę, w czym duża zasługa Johna Lahra, szanowanego krytyka teatralnego, który dwa miesiące wcześniej opublikował w „New Yorkerze” znakomity profil niedocenianego komika.


- Telefony dzwonią, oferty napływają i to wszystko dzięki tobie. […] To tak jakby ktoś mnie wyciągnął z 10-letniego pobytu w rowie i umieścił w pozycji, w której oferty w końcu zbiegają się z moimi długo skrywanymi i wymarzonymi aspiracjami… Jakimś sposobem, ludzie słuchają w nowym świetle. Jakimś sposobem, możliwości (pod względem kreatywności) wydają się nieograniczone – pisał Hicks w liście do Lahra.


Choć fizjologia coraz bardziej odmawiała posłuszeństwa, a Colleen protestowała, Bill poleciał do Nowego Jorku, aby piątego stycznia wystąpić w klubie Caroline’s. McGarr, rozpaczliwie próbująca powstrzymać go od występu, zadzwoniła jeszcze do Dra Donovana.


- Colleen, Bill jest gotów by umrzeć. Po prostu się nie położy – odrzekł.


Gdy Bill miał za sobą około trzydzieści minut występu, nagle przestał mówić i zaczął się rozglądać po sali.


- Colleen, jesteś tam?
- Jestem tutaj, Bill.
- Już nie mogę tego robić…


Bill odłożył mikrofon i w ramionach ukochanej opuścił scenę.


26. stycznia powrócił do Little Rock. Zawsze mówił, że chce umrzeć u boku swoich rodziców. W Dniu Zakochanych wykonał kilka pożegnalnych telefonów do przyjaciół i ogłosił, że mówienie ograniczy do próśb o wodę. Zmarł 26. lutego 1994 roku.
 

 
   

Masz pytania, sugestie, chcesz podzielić się komentarzem? Pisz na: ldynboxing@gmail.com