BILL HICKS - CIEKAWOSTKI

źródła: Bill Hicks - Love All The People | shockthoughts.blogspot.com

SPECIAL THANKS TO STEVE HICKS

 

BILL I BEZDOMNI

Jak wiadomo, Bill przeszedł w swoim życiu przez ciężki okres, gdy nadużywał alkoholu i narkotyków. Na szczęście był w stanie przezwyciężyć to wszystko i ostatnie pięć lat swego życia spędził zupełnie trzeźwy. Nigdy jednak nie zapomniał o tym, jak trudne były to czasy i zdał sobie sprawę z tego jak kruche bywa życie i jego wybory. Pewnego razu podczas świat, które spędzał w teksańskim Austin wraz z bratem Steve'em i rodziną, spacerując w mieście rozdawał pięciodolarowe banknoty napotkanym bezdomnym. Patrząc im w oczy mówił - "Wszystko będzie dobrze, bracie". Jak wspomina brat Billa, chciał on w ten sposób pomóc ludziom, którzy wcale tak bardzo się od niego nie różnili.

 

----------

 

'COŚ WE MNIE SIEDZI. MUSI WYLEŹĆ'

[fragment wstępu do książki Agent of Evolution, narracja - Kevin Booth]

W pewnym momencie, gdy tripowaliśmy, podszedłem do Billa, który wyglądał na zamyślonego i roztargnionego. Był tam sam, chodził w kółko. […] Słyszałem jak bez przerwy mamrotał pod nosem, „Co to jest? Cholera, co to jest?” Cały czas krążył i mamrotał, krążył i mamrotał. „Co to jest?”

Zapytałem: „Bill, o czym ty mówisz? Co się dzieje?”

„Nie wiem, chłopie. Po prostu jest to coś. Nie wiem co to jest, ale siedzi we mnie.” Mówiąc to, Bill wskazywał na swój bok, dokładnie tam, gdzie znajdowała się jego trzustka. „To siedzi we mnie,” mówił. „To musi wyleźć. Jakby odwrócony krzyż w moim ciele. Musi wyleźć.”

Gdy tylko to powiedział – kawałek z „odwróconym krzyżem” – wybuchnąłem śmiechem. Czasami wszystko wydaje się zabawne, gdy tripujesz, chyba że, naturalnie, coś zaczyna cię niepokoić; a to niepokoiło Billa.

Kurwa. Za późno. Odstraszyłem Billa.

„Oh, kurwa, zapomnij o tym,” odparł, po czym, wyraźnie wzburzony, ruszył w las.

Poszedłem za nim. „Nie, nie chciałem się z ciebie śmiać, Bill. Co jest? Coś nie tak?” To był mój przyjaciel. Tripowaliśmy, ale, do licha, chciał mi powiedzieć coś ważnego. […]

Próbowałem go zapewnić, że chcę zrozumieć o czym mówi, ale nie chciał ryzykować ponownego wyśmiania. „Zapomnij o tym. Nic,” powiedział Bill. Złożyłem jeszcze kilka słabych protestów. Zignorował je. I na tym się skończyło.

To było lato roku 1982, więcej niż dekada przed tym jak Bill zmarł na raka trzustki.

NOTKA: Warto dodać, że motyw z 'czymś siedzącym w boku' nie był jednorazowy i kilkukrotnie pojawiał się podczas innych tripów Hicksa.

----------

 

OUTLAW COMICS SPŁACAJĄ RACHUNEK

Przyjaciele Hicksa często wspominają o jego ekstremalnej osobowości – gdy za cos się zabierał, zwykle poświęcał się temu bezgranicznie. Nie inaczej było z alkoholem. Wraz z przyjaciółmi Bill spędzał długie godziny na obalaniu kolejnych butelek przeróżnych trunków, nie dbając szczególnie o rozmiar rachunku. A te bywały ogromne. Pewnego razu na koniec libacji w lokalu Birraporetti, Billowi i Jimmy'emu Pineapple wręczono rachunek na około pięć tysięcy dolarów. Jako że nie mieli pieniędzy, musieli wystąpić na scenie w celu uregulowania płatności. Program nazwano 'The Outlaw Comics Pay Their Bar Tab' ('Outlaw Comics spłacają swój rachunek').

 

----------

 

'CHCESZ ANANASA, KEVIN?'

[fragment biografii Hicksa pod tytułem Agent of Evolution, narracja - Kevin Booth]

Pamiętam, gdy po raz pierwszy spotkałem mamę Billa. Staliśmy z Billem w kuchni w jego domu i prowadziliśmy tajemniczą konwersację. Dla kogokolwiek, kto by to obserwował, musiało to wyglądać jakbyśmy dobijali narkotykowego targu. Ale rozmawialiśmy o występie scenicznym dla naszej kapeli Stress, tej, która jeszcze nawet nie istniała. Bill miał już całe mnóstwo pomysłów:

 

'Będziemy grali tę piosenkę, podczas której nastąpi eksplozja i jeden z kolesi wskoczy na scenę z mierzącym pięćdziesiąt stóp penisem z papier-mache, który zacznie pokrywać widownię. A dziewczyny…'


Wtedy do kuchni weszła mama Billa. 'Kim jest twój przyjaciel, Bill?' Odpowiedź Billa była mniej serdeczna, zdrowa czy czuła niż kiedykolwiek mógłbym przypuszczać.


'Cholera, mamo, nie znoszę twego pierdolonego tupetu.' I Wybiegł z kuchni. Tak jak stałem, tak zostałem. Tylko ja i Mary Hicks. 'Uh, witam. Jestem Kevin Booth.' Dzięki, Bill.


Odpowiedź jego matki była równie surrealistyczna, co spokojna, i ze swoim południowym akcentem zapytała, 'Chcesz ananasa, Kevin?' Czy nie słyszała tego, co ja właśnie usłyszałem? Powiedziałem, że dziękuję za ananasa.

 

----------

 

OSIEMDZIESIĄT TABLETEK ECSTASY W KIBLU
Pierwszego sierpnia 1985 roku amerykańskie władzy miały oficjalnie uznać ecstasy za środek nielegalny. Trzy dni wcześniej, Steve Epstein zrobił zapasy dla siebie, Billa i pozostałych przyjaciół, wydając siedemset dolarów na sto tabletek.


- Pierwszej nocy jest duża impreza. Wszyscy siedzą w mieszkaniu Billa. W sobotnią noc chłopaki tripują. Eppy miesza garść ecstasy i LSD, zamyka się w łazience i ma halucynacje o dziewczynie, z którą się umawia, że jej ojciec jest perskim gangsterem czy kimś takim, i że ten facet będzie zabijał… Zabije dziewczynę, a potem będzie szukał Eppy’ego. I mają przyjść do Billa, znaleźć Eppy’ego i aresztować wszystkich za posiadanie narkotyków. To ma w głowie, to się dzieje naprawdę. Żeby więc ocalić przyjaciół, spuszcza w kiblu około osiemdziesięciu tabletek ecstasy. Wtedy wychodzi i mówi o tym, co się stało. „Hej, chłopaki, zgadnijcie, co właśnie zrobiłem? Zrobiłem to dla was” – wspominał całą sytuację Riley Barber.

 

----------

 

DZIEŃ, W KTÓRYM BILLA ZABRALI KOSMICI

[fragment biografii Hicksa Agent of Evolution, narracja - Allison Norman Johnson]
Jest jedna historia, która opowiada o tym jak [Bill i Pamela - jego dziewczyna] byli w Sedonie i pewnego dnia udali się na długi spacer. Bill podniósł kamień tak bardzo przypominający kształtem głowę kosmity, że Pam wpadła w szał, jakby to nie był przypadek, jakby kamień pochodził z odległego kosmosu. „Odłóż to na miejsce. Odłóż to na miejsce,” powiedziała. On chciał go zabrać, ale ona nalegała, „Nie, odłóż to na miejsce.”


Wrócili więc do hotelu i śpią sobie w nocy. Ona ma sen, w którym widzi jego, Billa, wsiadającego na statek kosmiczny. Budzi się i siada na łóżku. W tym samym czasie on również siada. Przyśniło im się dokładnie to samo. Spoglądają na siebie. „Widziałam to,” powiedziała.


„Wiem. Ja idę. A ty?” zapytał.
„Nie, mam dzieci.”


W środku nocy poszedł w to miejsce, gdzie wcześniej znaleźli kamień, i gdy wrócił, ona stwierdziła, że już nigdy nie był taki sam. Według jej teorii, zabrali go, a zostawili skorupę, ciało, aby samo żyło.
 

----------

 

FILM O ELVISIE
Film był jedną z największych namiętności Hicksa. Nie tylko uwielbiał je oglądać, ale i pisać własne scenariusze. Jeden z nich nosił tytuł „The King’s Last Tour” i opowiadał o Elvisie, który po latach wraca na Ziemię i pośród tysięcy naśladowców próbuje udowodnić, że to on jest oryginałem.

 

----------

 

DOBREJ ZABAWY, BILL HICKS
Hicks lubił umieszczać własne naklejki na swoich albumach jako kontrpropozycje do czarnobiałej sugestii o nadzorze rodziców. Oto co widniało na opakowaniu „Relentless”:


„Ten album zawiera wszystko to, czego nienawidzą wasi rodzice, wszystko to, przeciwko czemu występuje kościół, i wszystko to, czego boi się rząd. Dobrej zabawy. Bill Hicks.”

 

----------

 

HICKS I PRZYJACIEL LENNY'EGO BRUCE'A
W lipcu 1993 roku w San Francisco Bill poznał Johna Magnusona, bliskiego przyjaciela Lenny’ego Bruce’a i producenta jego filmów. Znajomy Magnusona polecił mu wybranie się na występ Hicksa, gwarantując, że przypomną mu się czasy Bruce’a.


- Powiem ci o jednej rzeczy, którą Bill Hicks robił tak jak Lenny: „Będę się dobrze bawił, a nic nie równa się wzięciu pod lupę poważnego tematu i rozpruciu go na kawałki.” I robił to bardzo zręcznie. Obaj to robili. Mieli zupełnie różne style, ale robili to tak jak sami chcieli. To wymaga czegoś więcej niż talent. To wymaga ogromnej odwagi – mówił Magnuson.

 

----------

 

ROZMOWY TELEFONICZNE
Hicks uwielbiał rozmawiać z przyjaciółmi przez telefon. Bywało, że bez szczególnego powodu dzwonił do nich w środku nocy. Jego rekordowa rozmowa z Fallonem Woodlandem trwała… 258 minut.

 

----------

 

TRZY SZLACHETNE CELE W ATALNCIE

[poniższa historia została opublikowana w 2007 roku przez przyjaciela Hicksa, Rona Shocka, na jego blogu shockthoughts.blogspot.com]

W 1984 roku Bill Hicks otrzymał telefon z propozycję występu w “Punchline” w Atlancie. Powiedział im, żebym i ja wystąpił, bo inaczej nie przyjedzie. Zrobił to dlatego, że miałem samochód, który zawiózłby nas do Atlanty z Houston, a on nie (ale tego nie musieli wiedzieć). Bill i ja byliśmy już wtedy dość dobrymi przyjaciółmi i mieliśmy za sobą wspólne podróże do Lake Charles w Louisianie, gdzie wzięliśmy kwas w świętoszkowatym klubie tanecznym i omal nie zostaliśmy zabici… ale to już inna historia.


Podróż miała trzy cele: jeden, zarezerwować dla nas obu występy w Punchline. Dwa, znaleźć gościa, o którym słyszeliśmy, że ukradł kawałek materiału Billa i się z nim spotkać. Trzy, upierdolić się LSD i jechać z powrotem. Wszystkie cele bardzo szlachetne.

Gdy jesteśmy już w Atlancie, meldujemy się w hotelu i następnego popołudnia wyruszamy szukać Punchline. W drodze wypaliliśmy trochę naprawdę dobrego zielska (Bill bardzo rzadko brał się za marihuanę, ale tego dnia zrobił wyjątek) i byliśmy totalnie upaleni… i zagubieni…


Krążymy po osiedlu wyższej klasy średniej i widzimy faceta koszącego trawnik. Mówię do Billa “zapytajmy go czy wie, gdzie jest Punchline” i zatrzymujemy się przy krawężniku. Bill opuszcza szybę i mówi “mogę ci zadać pytanie?” (jak na razie dobrze) facet podchodzi i Bill mówi “pop quiz: kim jesteśmy i dokąd chcemy jechać i jak się tam stąd dostaniemy?” Cóż, to by było na tyle tego jak na razie dobrze. Gość jest zdezorientowany, Bil się śmieje, a ja odjeżdżam.


W końcu znajdujemy klub, prezentujemy nasze programy, rezerwujemy występy na przyszłość i szukamy złodzieja. Znajdujemy go w Atlanta Underground i stajemy twarzą w twarz. Bill mówi „ukradłeś ode mnie taki a taki kawałek, kutasie!”, a facet daje jedną z odpowiedzi wszech czasów: “nie, przyrzekam na Boga, Bill, nie ukradłem tego od ciebie, UKRADŁEM TO OD KOLESIA Z DENVER.” Niewiary-kurwa-godne. Jak możesz na to odpowiedzieć? Bill mówi mu, żeby już nie robił tego kawałka (no bo co innego mógł powiedzieć?) i wracamy do hotelu, aby odpocząć przed realizacją celu numer trzy.


Następnego dnia wyjeżdżamy z Atlanty i gdy docieramy do granicy stanu w Alabamie, obaj bierzemy po tablecie. Gdy docieramy do granicy Mississippi, jesteśmy w innym świecie. Raz musimy się zatrzymać i wysiąść z ciężarówki, bo tak mocno się śmiejemy, że nie można prowadzić. Dochodzimy do siebie na tyle, aby wsiąść z powrotem, ale wtedy stwierdzamy, że jesteśmy głodni… a teraz pada…


Jesteśmy więc w Jackson, Mississippi, upierdoleni, konający z głodu i, mogę dodać, w małej paranoi (w końcu to Mississippi, a tutaj mają skłonność do wredności, głupoty i nie są przychylnie nastawieni do obcych… szczególnie, gdy chodzi o parę kompletnie uwalonych komików z Teksasu). Ale głód zwycięża i lądujemy w KFC na zachodzie Jackson. Gdy jesteśmy już w środku, zaczynamy gapić się na menu na ścianie, które nie przestaje się ruszać i zmieniać kolorów, co raczej utrudnia zamawianie. Jestem pewien, że wyglądaliśmy na tak upierdolonych jak byliśmy i dziewczyny zza lady zaczynają być trochę podejrzliwe wobec dwóch gości, którzy sie śmieją i palcami wytykają menu. Mówię do Billa „muszę siku więc zamów dla nas obu.”


Zostawiając go z tym, chwiejnym krokiem udałem się do łazienki. Kiedy wyszedłem, Billa nie jest w restauracji, ale na zewnątrz, w deszczu. Trzyma SZEŚĆ PIERDOLONYCH KUBEŁKÓW KURCZAKA i po prostu stoi na środku parkingu, deszcz na niego leje, przemoknięty do kości. Mówię „co u diabła, Bill, wziąłeś dla nas wystarczająco dużo kurczaka?” Mówi mi, że nie mógł się zdecydować, co wziąć, więc po prostu cały czas zamawiał więcej i więcej, mamrocząc, że niedaleko jest impreza. To tak dziwnie wygląda, że myślimy, że dziewczyna w sklepie na pewno wezwała policję, wskakujemy zatem do ciężarówki i jedziemy, nie zatrzymując się aż do granicy stanowej. Kiedy wracamy do Houston wciąż mamy tyle kurczaka, aby nakarmić kilku innych komików, opowiadając w międzyczasie historię wielkiego tripu w Atlancie, że tak powiem.


Morał tej historii brzmi: jeżeli zamierzasz brać kwas w Mississippi, weź ze sobą własnego kurczaka.

 
   

Masz pytania, sugestie, chcesz podzielić się komentarzem? Pisz na: ldynboxing@gmail.com